Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Dobranoc, Mayu


Dobranoc, Mayu

3/03/2010 16:10:55

W Świętej Weronice od rana było głośno. W końcu była sobota. Każdy w sierocińcu spędzał ten dzień po swojemu. Jedni poszli do kafejki internetowej za rogiem, inni do biblioteki, jeszcze inni spali, czy sprzątali. Tylko jedna dziewczynka nie. A było tak pięknie na dworze...

Mayu była zamknięta w izolatce. Miała wysoką gorączkę i majaczyła. Nikt się do niej nie zbliżał od czasu ostatniego wypadku z jej pierwsza rodziną. Tylko jej współlokatorka czasem sprawdzała co u niej. Nie dlatego, że nie chciała, tylko dlatego, że jej nie wpuszczali. Ale Seira zawsze w końcu jakoś się wkradała.

Rodzice Mayu zostawili ją tu kiedy była niemowlęciem. Zawsze miała tylko Seirę. Ale kilka miesięcy wcześniej ją adoptowano. Nawet Seira jej zazdrościła, ale nie dała tego po sobie poznać, nie chciała zepsuć Mayu tego dnia. Jednakże po tygodniu jej rodzinę zamordowano. Ciała były rozszarpane, z trudem dało się zidentyfikować zwłoki. Wtedy zaczęła się jej gorączka. Spadała zwykle po tygodniu, czasem dwóch, ale potem wracała. To samo spotkało jej trzy następne rodziny. Nie miała żadnych szans na adopcję, mimo, że cztery razy jej się udało. Tym razem jednak gorączka była bardzo wysoka. 42 stopnie.

Seira jak zwykle szybko sprzątnęła w pokoju i pobiegła do izolatki, bijąc swój rekord w biegu przez zatłoczony korytarz. Zawsze była najszybsza. Z nauką też szło jej nie najgorzej. Była 3 lata starsza od Mayu, a 14-latek prawie nigdy się nie adoptuje. Już się z tym pogodziła. Teraz chciała tylko pilnować swojej małej przyjaciółki.

Z impetem kopnęła w drzwi do izolatki, których i tak nie można było inaczej otworzyć, po czym z uśmiechem na twarzy usiadła przy Mayu, pytając słodkim głosem jak się czuje.

- Seira-onee-chan zawsze się o nas troszczyła, Kai. Musisz być wdzięczna, że nigdy nie byłyśmy same! Podziękuj jej ładnie, że się o nas martwi! - rozmawiała z czymś w swojej głowie.

- Znowu. Wzięłaś lekarstwa? Ciągle majaczysz. Mayu, zaraz... przyniosłam ci trochę czekolady. Maria-san powiedziała, że jedna tabliczka ci nie zaszkodzi. Chcesz?

- Jasne! Widzisz, Kai? Mówiłam ci, że Seira-onee-chan nas nie zostawi! - rozmawiała śmiejąc się.

- Wybacz, jest trochę późno... obiecałam jeszcze Marii-san pomoc przy obiedzie. Muszę iść, ale wpadnę jeszcze przed kolacją, ok?

- Musisz?

- Muszę.

- No to idź. Ale przynieś nam deser z obiadu, ok?

- Jasne. Obiecuję.

Wyszła, a za drzwiami uśmiech zszedł z jej twarzy. Maria, szkolna pielęgniarka, kucharka i opiekunka sierocińca powiedziała, że Mayu może już z tego nie wyjść. Seira po kolei przypominała sobie wszystko co ostatnio robiły razem. Pamiętała smutny uśmiech swojej przyjaciółki po powrocie do sierocińca. I, że miała wtedy świeżo obcięte włosy. Z tych długich, czarnych prawie nic nie zostało.

Seira pobiegła do kuchni i zjadła obiad zachowując deser, oczywiście. Ale przed odwiedzinami u Mayu chciała jeszcze pobawić się z wym pieskiem, którego widziała ostatnio pod szkołą. Domyślała się, że być może ktoś go wyrzucił, albo ostatnio przyczepił się do jakiegoś ucznia. Wzięła dla owczarka z kuchni kiełbasę.

Robiło się ciemno i szedł mróz. Pies leżał pod bramą szkoły, ale na widok Seiry(i być może przez zapach kiełbasy) wstał i wesoło zamerdał ogonem. Sierota nakarmiła go i trochę uczyła go aportować.

Biały budynek szkoły nie wyróżniał się na tle innych. Był pomalowany na szaro w miejscach przy oknach. Za bramą rozciągało się wielkie boisko, w jego rogach stały drzewa. Latem zawsze uczniowie chowali się w ich cieniu. Za szkołą stała mała sala gimnastyczna. Praktycznie nie było jej widać.

W świetle latarni zobaczyła kogoś biegnącego w stronę sierocińca z zawrotną szybkością, ale po chwili uznała, że to tylko przywidzenie. Mimo to zaczęła się już martwić o Mayu. Powoli zbierała się do powrotu, gdy nagle ogarnęło ją przeczucie, że może nie powinna wracać. Skarciła się w duchu za takie myślenie i powoli pomaszerowała do domu.

Sierociniec był jasnobrązowy, poza parterem miał 2 piętra. Nad wielką bramą wyrzeźbiony był wielki pomnik Świętej Weroniki. Seira zawsze lubiła go oglądać. Kobieta w lewej ręce trzymała niemowlę, a drugą, trzymającą chustę, wyciągała w powietrze. Jej twarz rozjaśniał blady uśmiech. Tuż nad jej głową, otoczona aureolą, było okno sekretariatu. Okna wykonane były z brązu, przez co pasowały do płotu i drzwi wejściowych, wykonanych z tego samego materiału.

Przed bramką budynku ciszę nocną przeszył kobiecy krzyk. Seira rozejrzała się, myśląc, że to może ktoś na ulicy. Jednak nikogo nie było. Na myśl, że to ktoś w środku ogarnęło ją przerażenie. Nie chcąc w to uwierzyć rozejrzała się jeszcze raz i zrozumiała, że mimo, że wcześniej tego nie zauważyła i że było całkowicie ciemno, w domu nie paliły się światła. Po chwili dostrzegła srebrny błysk w oknie. Pełna obaw wbiegła na korytarz sierocińca, a widok placówki napełnił ją mdłościami.

Na ziemi leżały poćwiartowane ciała jej przyjaciół. Beżowe dotychczas tapety stały się czerwone. Na schodach przed drzwiami było ciało bez rąk i nóg, ciągle ociekające krwią, należące do kilkuletniego chłopca. Tuż pod jej nogami spoczywała czyjaś ręka. Zamknęła oczy i uklękła pod ścianą usiłując utrzymać żołądek na miejscu, gdy zauważyła ruch w otwartej na oścież jadalni. Poświatę księżyca nadal było widać na zakrwawionej białej farbie, i dzięki temu światłu na podłodze widniał poruszający się cień.

Może ktoś żyje... - pomyślała.

Chwiejnym krokiem, starając się patrzeć na sufit dotarła do drzwi i zobaczyła dwie osoby. A raczej osobę i potwora. Srebrnowłosy chłopak, niewiele starszy od niej, dzierżył w prawej ręce wielką stalową, błyszczącą kosę. Potwór natomiast wyglądał jak wielki człowiek z pyskiem konia i psa zarazem, i wielkimi kłami i pazurami. Miał czarną skórę i czerwone oczy.

Miała ułamek sekundy, żeby spojrzeć na obydwu, zanim chłopak nie odwrócił się do niej z przerażeniem w oczach, a potwór nie rzucił na nią. Zanim jednak zbliżył się na metr w jego plecy wbiła się kosa. Seira zdążyła spostrzec, że chłopak też ma czerwone oczy. Tylko te wyglądały jak normalnego człowieka. Nie przerażały ani trochę.

Po chwili przeciągnął kosę po potworze robiąc w nim porządną dziurę. Ten odwrócił się do niego i zaczął atakować pazurami i próbować odgryźć ramię dzierżące broń. Cel jednak wykonywał szybkie i zwinne uniki, po czym kopnął monstrum w brodę i wbił kosę w szyję. Stworzenie zdezorientowało się na chwilę i przypłaciło to nogami, odciętymi jednym ciosem chłopaka. Padł na ziemię i próbował doczołgać się do Seiry, by zaatakować, ale przeciwnik odciął mu głowę. Wtedy zaczął się zmieniać i przypominać coraz bardziej człowieka.

Dziewczyna już nie mogła patrzeć, widząc znajomą twarz.

- Ma... Mayu... - wykrztusiła przez łzy.

Odwróciła się do kąta, nie mogąc powstrzymać łez. Wszystko do siebie pasowało, i wskazywało na to, że była tym już od dłuższego czasu. Ale wciąż nie mogła uwierzyć.

Mayu... Każda z twoich rodzin ginęła w ten sam sposób. Więc to ty... ty ich zabijałaś... ale... dlaczego...? Przecież... nigdy nawet... nie mówiłaś... że ich nie chcesz... kochali cię...

Srebrnowłosy chłopak kucnął przy Seirze i położył jej rękę na głowie.

- Lepiej będzie, jak stąd pójdziemy - przywołał ją cicho do rzeczywistości.

- Zaraz.

Wstała i powoli podeszła do zwłok przyjaciółki. Klęknęła i pogłaskała ją po głowie.

- Musisz mi jeszcze wiele wyjaśnić. Ale teraz... Dobranoc, Mayu.


***



Ogłoszenia Parafialne! XD

Oi minna! Jestem Charlotte i będę pisać prawdopodobnie co kilka dni nowy rozdział, czasem dłuższy, czasem nie. Więc jeśli kogoś zainteresowało radzę wpadać tak z raz tygodniowo (najlepiej w niedzielę) i poczytać sobie, co nowego nabazgrałam. Mam też do was 2 prośby. Nie, wróć... 3 prośby:)... nie, jednak dwie XD. Po pierwsze: pisać, czy się podoba:) Po drugie: spekulować! (jak ja to uwielbiam!) i pisać, czego się spodziewacie, a ja postaram się tego wystrzegać XD :) No to do następnego razu! I jak to było w Fairy Tail: ,,Kirei! Rei! Aye!''
P.S. Blog został przeniesiony z adresu http://kokoronokakera.blox.pl/html, będą wprowadzone niewielkie poprawki.

Charlotte


Charlotta

[Powrót] Komentuj